czwartek, 7 kwietnia 2016

Denko, denko! The Body Shop, Evree, Balea, Aussie, Lierac i wieeele innych!

Dzień dobry, dzień dobry! Czy Wam ostatnie dni też tak szybko uciekają? Nie wiem co się dzieje, ale postępująca wiosna sprawia, że mam więcej mocy, robię więcej rzeczy, w wyniku czego mam mało czasu na relaks.

Podobnie jest z denkiem. Nie wiem kiedy nazbierałam tyle produktów. Wydawało mi się, że siata z pustakami będzie wyjątkowo uboga, a tu proszę. Nazbierała się całkiem pokaźna ilość pustych opakowań. Jeśli jesteście ciekawe moich krótkich recenzji, zapraszam. 

Nikogo zapewne nie zdziwi, że prym wiedzie pielęgnacja. W ostatnim czasie wykończyłam masełko z The Body Shop. Tym razem o zapachu mango i sprawdzało się super, tak jak każde tej marki. Z pewnością do niego kiedyś jeszcze wrócę. Krem do stóp Lirene z 20% zawartością mocznika była całkiem, całkiem i wystarczył mi na stosunkowo długo. Mały kremik do rąk, Cztery Pory Roku- towarzysz torebkowy sprawdzał się przyzwoicie, ale zupełnie nie rozumiem zachwytów nad jego zapachem. Antycellulitowy olejek z Evree to mój hit i z pewnością do niego powrócę. Skóra po jego użyciu była gładka, napięta. Nadawał się pod prysznic, po prysznicu, a także do masażu bańkami. Polecam gorąco :) natomiast sól do kąpieli z Isany powaliła mnie zapachem. Choć jest to (zbędny) gadżet, to pewnie jeszcze kiedyś do niej wrócę.

 


Kolejna już tuba szamponu Balea- przyjemna konsystencja i  ładny zapach sprawia, że używa mi się go przyjemnie. Niestety nie grzeszy wydajnością, ale za tę cenę można mu to wybaczyć. W odżywki z Aussie  zaopatrzyłam się na rossmannowskiej promocji jakiś czas temu i był to świetny pomysł. Rewelacyjnie sprawdzają się na moich włosach, kiedy chce je szybko ogarnąć. Mycie, odżywka, spłukiwanie i po sprawie, a włosy są miękkie, gładkie i lśniące.
Z racji tego, że od dłuższego czasu korzystam jedynie z lakierów hybrydowych, wykończyłam aceton. Obojętnie jakiej firmy, każdy sprawdza się tak samo. Ten był ze stoiska paznokciowego z jednej z wysp w centrum handlowym.
Antyperspiranty Rexony to mój must have. Jak dla mnie są najlepsze i najbardziej skuteczne. Czasem sięgam po coś innego, żeby z podkulonym ogonem powrócić do tej marki :)
 


Tusze do rzęs z Maybelline i Loreala sprawdzały się tak samo- nijako. Nie miałam już cierpliwości tracić na pomalowanie rzęs o poranku kilku minut, powędrowały zatem do kosza, a ja nadal szukam ideału. Krem pod oczy z Lierac okazał się być bardzo przeciętny, dlatego też nie wiem czy Wam go polecić. Nawilżenie jakie fundował było ok, ale niczym specjalnie mnie nie powalił.
Dwa półprodukty ze stronki zróbsobiekrem.pl- spirulina i glinka zielona. Obu używałam jako maseczek. Spirulina sprawdza się u mnie genialnie od kilku lat, natomiast nad ponownym zakupem zielonej glinki będę musiała się zastanowić- poza złuszczaniem nie zauważyłam żadnego świetnego działania.



Płyn do demakijażu oczy z Lierac okazał się być średnio wydajny, ale jego działanie bardzo mi odpowiadało. Pomimo lekko tłustej konsystencji nie tworzył na oczach mgły, był delikatny i skuteczny. Hydrolat lipowy BioLine nie oczarował mnie na tyle, abym do niego powróciła. Używałam go jako tonik. Vichy, Idealia używałam głównie na noc, ale czasem sięgałam też po niego na dzień. W obu tych wersjach sprawdzał się poprawnie. Nie zachwycił mnie jednak tak mocno, abym planowała szybki powrót. Antybakteryjny żel z Pharmaceris okazał się być rozczarowaniem z jednego względu. Nie był tani, za to koszmarnie niewydajny. Produkt sam w sobie jest ok, ale z przyjemnością powrócę do mojego ulubieńca- Vichy, Normaderm.
 

Także denko ostatnich tygodni uważam za zakończone! Jestem zadowolona, że na bieżąco zużywam większość produktów i nic nie zalega mi miesiącami po szafkach :) Jak tam Wasze denko? co ostatnio zużyłyście? :))

Disqus for http-owszystkimcomnieotacza-blogspot-com-1