poniedziałek, 25 stycznia 2016

Największe denko w historii bloga!

Ostatnie denko pojawiło się pod koniec listopada. Same możecie wyobrazić sobie ile pustych opakowań mi się nazbierało. Torba pękała w szwach, butelki i tubki przestały się mieścić.

 
Postanowiłam zatem szybko obfocić zdenkowanych i spieszę do Was z krótkimi recenzjami, które w mojej ocenie są najbardziej sprawiedliwe. O wiele więcej możemy powiedzieć o produkcie, kiedy go do końca zużyjemy.  No to zaczynamy!



Standardowo pielęgnacja wiedzie prym, ale to nie jest dla nikogo zaskoczeniem :D

-pianka Gilette była jedną z lepszych jakie do tej pory używałam. Gęsta, zbita, przez co wydajna. Nie powodowała podrażnień, a maszynka dzięki niej gładko sunęła po skórze.
-mydło w płynie Pamlolive o zapachu oliwkowym, jest chyba moim ulubionym. Nie przesusza dłoni, a zapach utrzymuje się przesz jakiś czas na skórze.
-balsam ujędrniający z Eveline gości w mojej kosmetyczne od wielu lat. Muszę zaopatrzyć się w kolejne opakowanie.
-krem do depilacji Veet sprawdzał się całkiem dobrze jeśli chodzi o wrażliwe okolice. Nie podrażniał, zmiękczał włoski. Wystarczyło usunąć je za pomocą gąbki.


-żel do higieny intymnej, Ziaja polecam wszystkim. Żałuję, że aktualnie kupiłam co innego i z pewnością powrócę do tego konkretnego zapachu. Cena, wydajność, działanie i piękny zapach- jestem na tak!
-żel do kąpieli o zapachu Coli, miał robić dużą, mięsistą pianę, ale niestety szału nie było.
-The Body Shop, żel do mycia ciała o zapachu mango męczyłam od kilku miesięcy. Zepsuta pompka nie ułatwiała sprawy. Raczej do niego nie powrócę. Cena nie do końca jest uzasadniona jak za 'zwykły' żel pod prysznic. Nie przesuszał mojej skóry, ale też nie robił niczego szczególnego.
-płyny do kąpieli Luksja jeszcze nigdy mnie nie zawiodły. Mają ładne zapachy, są duże i tanie. Po dodaniu słusznej ilości, piana jest całkiem ok :)


-kapsułki 'rybki' z Rival De Loop zużyłam finalnie do maseczek. Nie zauważyłam żadnego działania jeśli chodzi o moją skórę. Poziom nawilżenia jest porównywalny z kremami. 
-Delia, maseczka arganowa okazała się być niewypałem. Skóra po jej użyciu była nawilżona, ale za każdym razem pojawiało się na niej kilka niedoskonałości. Postanowiłam się więc jej pozbyć, bo robiła więcej szkód niż pożytku. Nie polecam, poza działaniem, cena w stosunku do pojemności nie powala.
-Bioderma, sebium antybakteryjny żel do mycia twarzy jest jednym z moich ulubionych. Zapewne za jakiś czas do niego powrócę :)
-mleczko do demakijażu Vichy sprawiło, że ponownie przekonałam się do tej konsystencji. Świetnie zmywało makijaż, a przy tym było delikatne dla skóry i nie powodowało podrażnień.
-glinka zielona ze Zrób Sobie Krem była ok, ale zdecydowanie bardziej wolę spirulinę i to do niej będę wracać :)

-Garnier, szampon do włosów z brzoskwinią okazał się super pozytywnym zaskoczeniem! Poza pięknym zapachem dokładnie mył włosy i skórę głowy. Sprawiał, że fryzura była lekka, bez obciążenia.
-suchy szampon z Batiste zna chyba już każdy. Są zdecydowanie moimi ulubionymi i czasem zmieniam tylko zapach. Jak dla mnie nie ma lepszych i nawet nie próbuję żadnych nowości.
-odżywki z Aussie na stałe wkroczyły do pielęgnacji moich włosów. Jakiś czas temu trafiłam na fajną promocję w Rossmannie, dzięki czemu mam trzy opakowania w zapasie. Szybko i skutecznie działają. Włosy stają się miękkie i śliskie po ich zastosowaniu, a także łatwiej się je rozczesuje.
-Glisskurr i odżywki w sprayu to u mnie standard, dlatego nie będę się o nich rozpisywać.
-szampon do włosów z GlissKurr'a zapamiętam jako dobrze pieniący się. Możliwe, że za jakiś czas do niego powrócę. Nie obciążał i nie przesuszał włosów.


-Cleaner sprawdza się u mnie podczas wykonywania paznokci hybrydowych. Ta duża butla wystarczyła mi na kilka miesięcy dla kilku osób :)
-Rexona to mój ulubiony antyperspirant, dlatego kolejne zużyte opakowanie pewnie nikogo nie dziwi.
-kremy do rąk: Balea i The Body Shop. Oba bardzo przypadły mi do gustu. Idealne do torebki. Lekkie, mające ładny zapach, szybko wchłaniały się, nie pozostawiając tłustego filmu


Tadam, tadaaaaaam! Kolorówka :D
-do osobnej recenzji kremu CC z Bourjois zbierałam się tak długo, że zdążył się skończyć. Pojawił się za to w ulubieńcach klik. Lekki, ale o przyzwoitym kryciu, nie zapychał i nie tworzył maski.
-tusze z Maybelline i Rimmel, to ciągle nie to, czego szukam. Od kiedy miałam miniaturkę They're Real, mimowolnie wszystkie maskary porównuję z nim.
-Pudry MAC, Select Sheer klik! i Blot klik! oba zupełnie inne, ale lubiane przeze mnie tak samo. Aktualnie mam ochotę przetestować coś innego, ale zapewne kiedyś do nich powrócę. 
-żel do brwi MAC, Pro Longwear Waterproof Brow Set klik! Doceniłam go dopiero jak zużyłam. Idealnie dobrany odcień i mała szczoteczka sprawiły, że z pewnością do niego powrócę. Chociaż nie grzeszy wydajnością, to mu to wybaczam. 
-perfumy CK, Euphoria były ze mną kilka lat. Z żalem wyrzucam zużytą buteleczkę, ale za to z sentymentem będę wspominać ten zapach, nie wykluczam także powrotu.

Tak jak widzicie, denko gigant! Czy jest ktoś, kto dotrwał do końca? :D znacie któryś z pokazywanych przeze mnie produktów?


Disqus for http-owszystkimcomnieotacza-blogspot-com-1