piątek, 15 maja 2015

Czy warto kupić paletkę Naked2? Moja opinia+swatche+duużo zdjęć

Hej, hej

Od grudnia stałam się posiadaczką palety Naked2, Urban Decay. Jest ona rozsławiona co najmniej jak micel Biodermy, czy cudowne olejki z Bielendy. Dlatego też z wielką ciekawością, ale i dozą ostrożności rozpoczęłam testy.


Zdecydowałam się na nią z prostych względów. Używam jedynie stonowanych, naturalnych cieni, a do tego kolory, które się w niej znajdują podobają mi się wszystkie, bez wyjątku. Pierwsze dni, kiedy zaczęłam jej używać określiłabym jako niepewne. Spodziewałam się wielkiego wow, a tymczasem cienie wydawały się być po prostu ok. 

 
Wraz z upływem czasu zaczęłam dostrzegać więcej pozytywnych aspektów, których nie zauważyłam przy pierwszych podejściach.




Zacznę od kolorów, które starałam się oddać na zdjęciach, jednak odnoszę wrażenie, że na żywo wyglądają trochę lepiej. Wyglądają różnie w zależności od światła. Czasem są bardziej połyskujące, innym razem wyglądają na satynowe. 
  • Wracając do tematu, kolory są dobrane fenomenalnie. Nie mogę nadziwić się, że wszystkie ze sobą tak świetnie współgrają. Obojętnie które bym ze sobą połączyła, to i tak będą wyglądać dobrze. Za to paletka ma u mnie ogromnego plusa, brak możliwości popełnienia większej gafy.
  • Konsystencja cieni jest pudrowa w kierunku wilgotnej. Nie wiem jak dokładnie to określić, ale cienie mniej się osypują, a po (jednorazowym) powrocie do Inglota miałam wrażenie, że te inglotowskie są po prostu kredowe. Strasznie się osypywały i gorzej rozprowadzały na powiecie. Formuła cieni Urban Decay zdecydowanie bardzo przypadła mi do gustu.
     
  • Nie jestem mejkaparist, ale czasem mam ochotę posiedzieć dłużej nad makijażem oka. To co jest kolejnym, niewątpliwym plusem, to łatwość ich łączenia. Cienie szybko i bardzo łatwo się blendują. Bez problemu zrobimy nimi smoky eye.
  • Trwałość poszczególnych cieni jest różna, te z większymi drobinkami utrzymują się krócej, jednak te bardziej satynowe, bądź matowe są w zdolne przetrwać na moich oczach (bez użycia bazy) praktycznie cały dzień, a ich stan wieczorem oceniam na dobry.
  • Pędzelek dołączony do zestawu początkowo źle oceniłam. Stwierdziłam, że jest beznadziejny i do niczego. Zdanie zmieniłam, kiedy zauważyłam, że świetnie nakłada się nim cienie na całą powiekę, a nawet blenduje. Tak jak pisałam cienie rozcierają się tak fajnie, że nawet on sobie z nimi radzi. Obecnie używam go do nakładania cienia na całą powiekę i delikatnego podkreślenia załamania.
  • Wydajność tego produktu jest powalająca. Wydawać by się mogło, że cienie są małe i niektóre, z racji częstego używania zdenkujemy dużo szybciej od pozostałych. Nie wiem jak u innych użytkowniczek, ale u mnie po prawie pół roku nie widać praktycznie żadnego zużycia, o denku nawet nie wspominając. Dodam jeszcze, że używam ich zawsze, jeśli wykonuję makijaż oka. 

Przechodzimy do swatchy:



-Foxy, idealny na całą powiekę, lekko beżowy, bazowy kolor. 
-Half Baked używam często na  środek powieki, w celu 'dopieszczenia' makijażu
-Booty Call jest chyba moim ulubionym cieniem z całej paletki. Często używam go (zamiennie z Foxy) na całą powiekę. Pięknie rozświetla i odświeża spojrzenie.
-Chopper dość mocno brokatowy odcień, który również aplikuję palcem na środek powieki.



-Tease, najczęściej używam go do podkreślenia załamania powieki. Jest matowy, ma przepiękny kolor taupe i świetnie się blenduje.
-Snakebite używam najczęściej, kiedy mam ochotę na  mocniejszy makijaż. Aplikuję go w zewnętrznym kąciku. 
-Suspect używam również w zewnętrznym kąciku, jest to brudny różo-brąz ciężki do określenia.
-Pistol, jest chyba cieniem najrzadziej używanym przeze mnie. Nie przepadam za szarościami na swoich powiekach, ale w połączeniu z brązem wygląda zadziwiająco dobrze.


-Verve jest niesamowicie napigmentowanym, srebrem z minimalną domieszką ciekawych podtonów. Porządnie roztarty daje przepiękną taflę.
-YDK jest brudnym różem, który fajnie wygląda na całej powiece
-Busted, to ciemny brąz, z którym należy uważać, bowiem z jego pigmentacją, łatwo możemy przesadzić
-Blackout, najczarniejszy czarny, jakie dane mi było mieć. Nie widziałam nigdy równie napigmentowanej czerni. Pokazując go koleżankom, wszystkie jednogłośnie stwierdziłyśmy, że ma moc. 


Jak widzicie, pędzelek dołączony w zestawie jest dwustronny. Lubię aplikować nim cień na całą powiekę, ale i fajnie sprawdza się do rozcierania cieni w dziennych makijażach.




Czy warto kupić paletkę Naked2? 

Z mojej perspektywy tak. Mam jedną, jedyną paletkę i jest nią właśnie Urban Decay. Jak dla mnie jest ona uniwersalna. Idealnie sprawdza się zarówno do makijaży dziennych, jak i wieczorowych. Nie lubię szaleć z kolorami i w niej mam wszystko. Do tego jakość cieni jest dla mnie bardzo zadowalająca. Utrzymują się długo bez bazy, ładnie blendują i nie osypują jakoś wybitnie. 
Jeżeli tak jak ja, wolicie mieć jedną paletę do wszystkiego, to jak najbardziej polecam.
Jeżeli jednak lubicie bawić się makijażem, eksperymentujecie z kolorami i po prostu lubicie mieć duuuży wybór cieni, to moim zdaniem jest ona zbędnym wydatkiem. 



Mam nadzieję, że znajdą się osoby, które wytrwały do końca mojego wywodu :) znacie Naked? Lubicie? Jakie są Wasze ulubione cienie? Wybieracie tak jak ja spokojne odcienie, czy szalejecie z kolorami? :)



Disqus for http-owszystkimcomnieotacza-blogspot-com-1