poniedziałek, 23 marca 2015

MAC, róż Fun Ending- dobre złego początki?

Hej, hej

Moja historia z różami jest burzliwa. Burzliwa i krótka. X-lat temu miałam pewien egzemplarz, który zraził mnie do tego rodzaju kosmetyku na tyle, że przestałam go używać prawie na 5 (!) lat. Nie czułam takiej potrzeby, aż do pewnego momentu ;)


Z każdym podejściem obawiałam się o efekt matrioszki, dlatego też wolałam sobie darować. Na szczęście zdanie zmieniłam i oto jestem. Przedstawiam Wam Fun Ending! Z kolekcji A Novel Romance!


Będąc w salonie MAC'a miałam jasno określoną wizję różu idealnego. Nie może się rzucać w oczy, jego pigmentacja musi pozwolić mi oswoić się z różowością na mojej twarzy. Najlepiej by było gdyby nie był widoczny, a buzia wyglądałaby przy tym na wypoczętą i promienną.


Po sprecyzowaniu swoich oczekiwań makijażystce, ta nałożyła mi Fun Ending. Róż nie był mocno zauważalny. Zgodnie z umową wyszłam z salonu (chciałam przejrzeć się w świetle dziennym, każda z nas wie jak światło w centrum handlowym potrafi przekłamywać.) Przejrzałam się w lusterku i... efekt jaki ujrzałam bardzo przypadł mi do gustu! Zadowolona, nabyłam swój pierwszy po wielu latach róż!


Wykończenie kosmetyku jest satynowe, daje lekki, zdrowy blask (nie mylmy z błyskiem! :D) Pigmentacja produktu pozwala mi na bezpieczne nałożenie go nawet wcześnie rano, kiedy jestem zaspana. Róż świetnie się rozprowadza i dobrze współpracuje z innymi kosmetykami. Efekt jaki nim uzyskujemy, możemy stopniować. Od delikatnej chmurki, jedynie otulającej naszą twarz, po mocny, widoczny rumieniec. 


 Produkt utrzymuje się przez cały dzień, nie tworzy plam i nieestetycznych placków, lubię delikatny efekt jaki mi daje. Używam go za pomocą pędzelka Real Techniques, Blush Brush.


Moja ocena: 5/5

+kolor!
+efekt jaki daje na buzi
+możliwość stopniowania koloru
+aplikacja
+trwałość 
+wydajność (używam go od kilku miesięcy, a zużycia nie widzę żadnego!) 


Co mam na myśli mówiąc 'dobre złego początki'? A to, że zabawa z różem spodobała mi się na tyle, iż zaczęłam obawiać się o swoje zachcianki. I chociaż nie lubię mieć kilku kosmetyków z danej grupy, to efekt jaki uzyskuję przy pomocy różu bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i sprawił, że mam ochotę na więcej. Marzy mi się jeszcze taki zupełnie chłodny odcień, wpadający w brudny beż (jeżeli coś w tym odcieniu istnieje :D) 

Lubicie róże? Używacie? Podoba Wam się moja perełka? :)

Disqus for http-owszystkimcomnieotacza-blogspot-com-1