poniedziałek, 23 marca 2015

Dlaczego dieta wegańska nie jest dla mnie?

Hej, hej!

Jakiś czas temu moje zainteresowanie dietą wegańską wzrosło. Po rozmowie z bliskimi odpuściłam całkowicie ten temat, na chwilę. Potem jednak weganizm wrócił jak bumerang. 


Uznałam, że czas Wielkiego Postu to dobry moment aby wprowadzić dietę wegańską w życie. Na 40 dni. Poczułam taką potrzebę, chciałam urozmaicić swoją kuchnie w nowe smaki i zobaczyć czy wytrwam.

Mięso od zawsze było w moim jadłospisie. Produkty odzwierzęce również, dlatego byłam ciekawa czy podołam. Wiem jednak, że jak już się zaprę, to nie ma przeproś.


Dziś już wiem, że dieta wegańska nie jest dla mnie. Dlaczego? Już Wam tłumaczę.

Zgodnie z postanowieniem na czas Wielkiego Postu przeszłam na dietę wegańską. 
Najbardziej obawiałam się o odstawienie twarożku (który uwielbiam na kolację), jajek (które często goszczą na moim talerzu), czy też mleka (bez którego nie wyobrażałam sobie kawy.)

Tworzenie dań okazało się prostsze  niż myślałam, a same potrawy są smaczne i naprawdę sycące. Nie zgodzę się z osobami, które twierdzą, że na tej diecie 'nic nie można jeść.' 
Pierwsze trzy tygodnie upływały mi bezproblemowo, nie brakowało mi produktów odzwierzęcych, ani samego mięsa.
Potem coś zaczęło się zmieniać. Ciągle miałam ochotę na mięso i bardzo często o nim myślałam. Nie jestem jednak osobą, która szybko się zniechęca i postanowiłam wytrwać w wyzwaniu. (w tym czasie moja mama, która przeszła razem ze mną na kuchnie roślinną, odnotowała spadek energii i delikatne osłabienie organizmu.)
Jestem osobą raczej aktywną, u których intensywny trening występuje stosunkowo często. Chodzę na siłownie, na zajęcia fitness, ćwiczę w domu i biegam. 

Po miesiącu diety roślinnej postanowiłam zważyć się na wadze, która pokazuje skład ciała. Byłam pewna, że moja tkanka tłuszczowa spadnie, a masa mięśniowa (z racji treningów) wzrośnie. 
Nie jesteście w stanie wyobrazić sobie jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że tkanka tłuszczowa stoi w miejscu, a mięśniowa... spadła! Byłam z siebie niezadowolona i rozczarowana. Wydawało mi się, że dostarczam odpowiednią ilość białka do organizmu, a okazało się być zupełnie inaczej.
Postawiłam na lżejsze treningi (na czas trwania diety wegańskiej) i starałam się zmniejszyć ich intensywność. 
Od ważenia się minął dokładnie tydzień. Po lekkim treningu na siłowni... zemdlałam. Jestem w ogromnym szoku, bo wysiłek nie był duży i czułam się dobrze. Po kolejnej rozmowie z trenerem, postanowiłam ze skutkiem natychmiastowym zaprzestać diety wegańskiej. 

Nie jestem w stanie dostarczyć organizmowi odpowiedniej ilości białka w połączeniu z intensywnymi treningami.

Chociaż nie wytrwałam w swoim postanowieniu, nie czuje się przegrana. Wyniosłam bardzo mądrą lekcję, a zdrowie jest dla mnie najważniejsze.  

Z radością zatem wracam do twarogu, kurczaka i indyka! I obiecuję sobie uroczyście: będę bardziej słuchać swojego organizmu! 


Jakie jest Wasze podejście do diety wegańskiej? Jak często jecie mięso? 



Disqus for http-owszystkimcomnieotacza-blogspot-com-1