poniedziałek, 12 stycznia 2015

Ulubieńcy ostatnich miesięcy

Hej hej!

Witam Was w nowej notce. Mam nadzieję, że Wasz weekend był radosny i udany, pomimo szalejącej pogody.

Kosmetycznych ulubieńców robiłam bardzo dawno, bo w październiku. Od tamtej pory znalazło się kilka produktów, które używam z przyjemnością. 


Chciałabym je Wam dzisiaj pokazać. Jestem ciekawa czy znacie któryś z tych kosmetyków i jakie macie o nim zdanie. Sprawdza się u Was równie dobrze, jak u mnie? 



Zaczniemy od pielęgnacji: 
-dzięki Waszym poleceniom skusiłam się na żel do higieny intymnej z Ziaji i jestem z niego bardzo zadowolona. Nie podrażnia, nie uczula, ma świetny, świeży zapach. Kosztował grosze, a wystarczy mi chyba jeszcze na rok.
-kremowy żel z serii Purely Pampering, Dove o pistacjowym zapachu skradł moje serce i dzielnie używam go od długiego czasu. Przepiękny, słodki zapach i kremowa konsystencja sprawiają, że jest on idealny z chłodne, szare wieczory.
-z produktami Aussie jest u mnie różnie. Na szczęście ta odżywka sprawdza się u mnie super, kiedy nie mam czasu trzymać maski. Sprawia, że włosy są sypkie, miękkie, błyszczące i o niebo lepiej się rozczesują. 


-zmywacz z Isany również zasługuje na uznanie. Nie wiem czy w Waszych Rossmannach też na chwilę go zabrakło. Ta chwila sprawiła, że bardzo go doceniłam. I chociaż moim ulubieńcem ciągle jest ten z Sally Hansen, to cena 36,99zł w Hebe sprawiła, że bardziej doceniałam Kochaną Isanę :D
-krem z Ziaji z wit C sprawdził się u mnie doskonale. Potwierdzam jego właściwości regenerujące. Stosuję go na noc, kiedy zauważam, że moja skóra potrzebuję nawilżenia. Świetnie radzi sobie z suchymi skórkami i przesuszonymi miejscami. Pomimo gęstej konsystencji szybko się wchłania, a buzia jest gładka, nawilżona i miękka w dotyku.

W kwestii paznokci ostatnio wiało nudą. Chwilowy spadek zainteresowania lakierami spowodował, że najczęściej sięgałam po dwa odcienie:
-Essie, Forever Yummy to klasyczna, dojrzała czerwień, która wygląda pięknie na każdą okazję.
-Essie, Head Mistress, to zimowa czerwień, która jest nieco ciemniejsza i bardziej stonowana. Tutaj Wam o niej mówiłam.

Nie wiem co się dzieje, ale moje zainteresowanie kolorówką niepokojąco wzrasta. 
-zakup różu był jedną z moich lepszych, kolorówkowych decyzji. (raz jeszcze dziękuję Megdil! :*) Fun Ending, Mac. Delikatny rumieniec sprawia, że moja twarz wygląda na wypoczętą i zrelaksowaną. Lubię ten produkt za brak możliwości zrobienia sobie krzywdy. Aplikuje się go naprawdę łatwo, a do tego utrzymuje się przez cały dzień.
-fioletowa kredka z Inglota przechodzi samą siebie, w tym pozytywnym znaczeniu. Nigdy nie miałam równie trwałej kredki. Uwielbiam jej ciemny, głęboki kolor, który podkreśla zieleń moich oczu.
-Plumful towarzyszył mi cały listopad. Nie sięgałam po żaden inny kolor, a kiedy zauważyłam, że zaczyna być widać jej znikome użycie odstawiłam ją na rzecz Viva Glam I. To cudowna, ciemna czerwień, która wygląda genialnie na ustach. Muszę nadrobić swoje blogowe zaległości i koniecznie ją Wam pokazać! 

Uff! To by było na tyle! Jak widzicie ostatnie miesiące były całkiem owocne kosmetycznie. Jestem ciekawa co Wam przypadło do gustu! Znacie któryś z tych produktów?

Disqus for http-owszystkimcomnieotacza-blogspot-com-1