wtorek, 2 grudnia 2014

Miesiąc ze mną! Listopad

Witajcie!

Nie mogę uwierzyć w to, że listopad (teoretycznie najbardziej dłużący się i ponury miesiąc) już za nami! U mnie wcale nie było szaro i smutno, wręcz przeciwnie. Kolorowo, wesoło, z mnóstwem jedzenia- jak zwykle :D Gdybym miała określić miniony miesiąc jednym słowem było by to: przytulnie. Tak to dobry wyznacznik mojego listopada. Świeczki, koce, polary i korzenne zapachy! Co tu dużo mówić? Startujemy z listopadem!



Swetry, sweterki i kardigany rozgościły się w mojej szafie na dobre. Jako, że bardzo lubię ten element garderoby, to noszę je często i chętnie!



 Początek listopada był ciepły i kolorowy. Mnogość barw przysparzała i zawrót głowy. Tutaj akurat mój ukochany park wieczorową porą. 


 W listopadzie rozhulałam się z paleniem świec. Jest to mój swoisty rytuał. Chwilę po zmroku odpalam jakąś świeczkę. Tu akurat lampion z Ikea, który ma już swoje lata, a mimo wszystko trzyma się całkiem nieźle. 


 Miejscem, które udało mi się odwiedzić był mój ukochany Berlin- uwielbiam to miasto. Szkoda tylko, że w tyk roku nie czuć było jeszcze atmosfery świąt. 


... ale za to na ulicach były misie. Dużo misi :D


Minionego miesiąca całkiem sporo się działo pod względem kulinarnym. Uwielbiam wspólne gotowanie i na szczęście tych chwil było całkiem sporo. (Gorzej jest potem ze zmywaniem naczyń.) 
Tutaj akurat podczas przygotowywań zupy z owoców morza. Wyszła pyszna i bardzo rozgrzewająca!


Przerwa na zajęciach :) W Coffe Heaven pojawiły się już świąteczne kubki, a ich rozgrzewająca herbatka jest mega aromatyczna!


Koloroterapia :)


Kolacja ona vs. on. Zgadnij która wersja jest moja! :D 


Zaopatrzyłam się również w dwa świąteczne gadżety. Urocze mydło z pingwinkiem z Rossmanna i płyn do mycia naczyń z Biedronki o zapachu cynamonowym. 


Listopad upłynął mi zdecydowanie pod znakiem Igrzysk Śmierci. Dozuje sobie każdy rozdział. Uwielbiam te książki i totalnie zwariowałam na ich punkcie. 


Kolacja w marokańskim stylu. Tęsknię za tym krajem!


W połowie listopada dopadła mnie świąteczna gorączka :D  I chociaż niektórzy twierdzą, że to jedna, wielka komercja, to dla mnie jest to magiczny i piękny czas. 


Częstym gościem na moich paznokciach była czerwień. Ten kolor chyba nigdy mi się nie znudzi! 

Owsianka z pieczonymi jabłkami i cynamonem. Smakuje jak szarlotka, a cudowny zapach roznosi się po całym mieszkaniu. 


Znalazłam nowy, idealny kubek. Mój wysłużony Ciastek poszedł na emeryturę. Godnie zastąpił go kubas ze sklepiku osiedlowego. Jest duży, świąteczny, i co najważniejsze ma biały środek- takie moje małe zboczenie! :D


Do Castoramy pojechałam po żarówki. Nie wiedzieć jak i kiedy, znalazłam się na stoisku świątecznym i zapuściłam tam korzenie. Ogromny wybór świeczek, bombek, łańcuchów i innych dekoracji. Oszalałam! :D


Spróbowałam również zachwalanej wszędzie czekolady karmelowej. I szczerze? jak dla mnie totalnie przeciętna, naprawdę bez szału. No cóż, reklama dźwignią handlu. 


A na zakończenie, kolejne swetrzysko! :) Jesteście zainteresowane takimi szybkimi prawie-strojami dnia? :>

A jak Wasz listopad? Lubicie jesień?  Gdybyście miały określić ubiegły miesiąc jednym słowem, to jakie by to było? 


Disqus for http-owszystkimcomnieotacza-blogspot-com-1